Autorytet Biznesu IV: Drapieżne wydawnictwo

Przeglądając Facebooka natrafiłem na kolejne wydawnictwo, które pragnie zarabiać na studentach i doktorantach.

Cześć! Cierpię na bezsenność i czasem, w środku nocy, zapieklę się nad jakimś artykułem. Niekiedy też trafię na drażniącą mnie teorię pseudonaukową, albo na zjawisko, które uznaję za patologię życia akademickiego. Wtedy piszę artykuł. Dzisiejszy tekst powstał w trakcie takiej właśnie nocy, podczas której odkryłem kolejne wydawnictwo wyspecjalizowane w zarabianiu na młodych naukowcach. Ta noc była… we wrześniu. Mamy końcówkę listopada. W trakcie kolejnej nieprzespanej nocy zauważyłem, że mam praktycznie skończony szkic notatki na bloga o publikacji Autorytet Biznesu IV. Chociaż ten tekst nie jest tak aktualny, jak pierwotnie miał być, dokończyłem go. Mam nadzieję, że się przyda 😉 Trzymajcie się i do następnego razu!

Taki tam, memik z sieci.

Predator forfiter

O pladze spamerskich wydawnictw, kuszących młodych (głównie) naukowców, pisałem już na blogu tu i tam. Jakiś czas temu, trafiłem niechcący na kolejny tego rodzaju wątpliwy biznes. Od czasu ostatnich tekstów w tym temacie zdążyłem zapoznać się z bardziej fachowym określeniem na tego rodzaju periodyki/wydawnictwa. Są one znane jako predatory journals publishers. Definicję tego rodzaju publikacji świetnie przedstawił swego czasu Emanuel Kulczycki:

„Chodzi o czasopisma, które są tworzone tylko po to, aby publikować wszystkie nadsyłane artykuły (najczęściej za opłatą za publikację tekstu). Dlatego też drapieżni wydawcy publikują wszystko – jak leci – i najczęściej publikują w modelu otwartego dostępu, gdyż w ten sposób najłatwiej uzasadnić autorom ponoszenie opłat(…) Czasopisma wydawane przez drapieżnych wydawców najczęściej nie mają żadnego procesu wydawniczego, ani tym bardziej porządnego procesu recenzyjnego. ” (link do całości)

[Skądinąd, polecam Czytelnikom zaglądać na stronę Kulczyckiego. Jest świetnym źródłem know-how o funkcjonowaniu w świecie nauki akademickiej]

Proceder jest oczywiście legalny, pytanie jednak, czy takie działanie jest etyczne po stronie uczonego, jak i wydawnictwa. Dla kogoś, kto planuje poważnie karierę naukową, wdepnięcie w taką publikację może skutkować późniejszym podważaniem dorobku przez bardziej świadomych recenzentów w różnych konkursach o granty, stypendia czy np. rekrutacji na studia doktoranckie. Doraźne korzyści mogą więc później odbić się bardzo mocną czkawką. Jak zawsze, ocenę „czy warto” zostawiam Czytelnikom.

Wydawnictwo Fundacji Biznesu i Nauki

Bohaterem dzisiejszego odcinka jest ogłoszenie Wydawnictwa Fundacji Biznesu i Nauki, które znalazłem na Facebooku. Postaram się poniżej wykazać, dlaczego i w tym wypadku nie mamy do czynienia z poważną propozycją publikacji, a jedynie nachalną reklamą. Przyjrzyjmy się treści ogłoszenia (kursywą). Mój komentarz został pogrubiony.

Dzień dobry,

Zapraszamy serdecznie do wzięcia udziału w naborze artykułów do monografii Autorytet Biznesu IV.

Autorytet Biznesu IV? Nie mogę się oprzeć skojarzeniu z kolejnym sequelem filmu klasy B, ale to oczywiście tylko moja złośliwość. W kwestii nas interesującej, jest to jednak pewna wskazówka. Wydawca nie ma wcale pomysłu na konkretną monografię naukową, czy nawet ich serię. Gdy zaczynałem studia, uczono mnie, że monografią naukową jest publikacja stanowiąca wyczerpujące opisanie jakiegoś zagadnienia. Później pojawiły się kolejne, ministerialne definicje monografii. Z powodów biurokratycznych, nagle zaczęło się opłacać pisanie „monografii” czy „rozdziałów monografii”. Stąd szerzenie się sklejaków takich, jak Autorytet Biznesu IV. Monografia ta nie ma dotyczyć żadnego, konkretnego obszaru badań poza szeroko pojętym biznesem. Nie mówiąc nawet o wyczerpującym jego ujęciu. Mydło z powidłem. To jak hasło reklamowe: „I ty wepchniesz do nas swój tekst!”.

Gwarantujemy, że proces wydawniczy przebiegnie równie sprawnie co poprzednio i będą Państwo mogli cieszyć się kolejnym dorobkiem naukowym.

Chciałbym móc spytać: WTF? Czemu niby wydawca ma się chwalić gładkością procesu wydawniczego? Rzecz jest tylko pozornie śmieszna. Naukowe wydawnictwa często borykają się z brakiem środków, opieszałymi recenzentami albo mnóstwem innych czynników, które opóźniają proces wydawniczy. Mój pierwszy, naukowy artykuł został „przyjęty do druku” już prawie dwa lata temu i w dalszym ciągu nie ukazał się na papierze. To nic, pewien profesor opowiedział mi niedawno, że czeka na publikację jednej swojej pracy już od 2006 roku. Zaczynałem wtedy liceum! Tymczasem, początkujący naukowiec, często nie ma zbyt wiele do wykazania w dorobku. Przy powszechnej opieszałości, podobne, nieuczciwe(?) wydawnictwa, łatwo znajdują chętnych. Bo bez dorobku opublikowanego, trudno o np. granty NCNu. Potencjalnie opłaca się więc opublikowanie czegokolwiek, niezależnie gdzie. Ja bym jednak nie mógł cieszyć się tak uzyskanym „kolejnym dorobkiem naukowym”

To co warte podkreślenia to fakt, że Wydawnictwo FBiN posiada stały Numer ISBN zarezerwowany dla monografii Autorytet Biznesu, która w najbliższym czasie w zamiarze Wydawnictwa FBiN ma się przekształcić w czasopismo punktowane. Istnieje możliwość opublikowania więcej niż jednego artykułu.

Wow, mają ISBN! Chcą stać się czasopismem punktowanym… cóż, pozostaje mieć nadzieję, że to tylko pobożne życzenia twórczyni ogłoszenia. Oczywiście, są w różnych branżach poważne naukowe pisma, które każą sobie płacić za opublikowanie tekstu. Jednak nigdy poważny periodyk/wydawca nie reklamuje się w równie nachalny i infantylny (na mój gust) sposób. Znamienne jest ponadto podkreślenie możliwości opublikowania więcej niż jednego artykułu.

Zakres tematyczny monografii Autorytet Biznesu IV: ekonomia, zarządzanie, finanse, marketing, rozwój regionalny. Przyjmujemy artykuły od: doktorów, doktorantów, studentów, przedsiębiorców. W celu dokonania zgłoszenia artykułu/artykułów do publikacji „Autorytet Biznesu” prosimy o uzupełnienie poniższego formularza (…)

Zastanowiło mnie otwarcie na artykuły pisane przez przedsiębiorców. Niedawno* wybuchł skandal wokół pewnego biznesmena, który chciał ozdobić swoje nazwisko tytułem doktora, a którego naukowe kompetencje budziły uzasadnione wątpliwości. Nie wiem, na ile jest to powszechne zjawisko ale może to stanowić oznakę wyczucia rynku przez Fundację Biznesu i Nauki. Tego rodzaju płatne publikacje – autorskie czy pisane przez ghost writerów- mogą ułatwić szybkie i sztuczne zbudowanie dorobku ludziom, którzy nie byli i nie są związanymi z nauką, a pozostają łasi na tytuły. Żeby nie było, nie twierdzę, że osoba, której dotyczył rzeczony skandal korzystała z pomocy drapieżnych wydawnictw. Chodzi mi bardziej o to, że takie jednostki stają się ich targetem.

*- Starzeję się, bo „niedawno” okazało się w tym wypadku oznaczać trzy lata. Więcej o tej sprawie np. tutaj.

  1. Zgłoszenia (wypełnienie powyższego formularza): do 30 września 2017 r.
  2. Uiszczenie opłaty (wartości wybranego z poniższej listy – wariantu i przelanie odpowiedniej kwoty na numer wskazany w wiadomości potwierdzającej zakwalifikowanie się od Wydawnictwa FBiN): do 5 października 2017 r.
  3. Przesłanie artykułu/artykułów do publikacji w „Autorytet Biznesu IV”: do 20 października 2017 r.
  4. Wydawnictwo FBiN i Rada Naukowa Fundacji Biznesu i Nauki dokonuje recenzji artykułów.
  5. Wysyłka publikacji w formie drukowanej: październik/listopad 2017

Czyli : Płacisz, a potem Ciebie publikują. Fajnie byłoby, gdyby artykuły były rzeczywiście recenzowane. Niestety, nie zdołałem natrafić na skład owej „Rady Naukowej Fundacji Biznesu i Nauki”. Na stronie wydawnictwa znalazłem za to inne ogłoszenie:

Mamy więc do czynienia z procederem „załatwiania” przychylnych recenzji na samych autorów artykułu. Tyle, że trudno przypuszczać, by ktoś zapłaciwszy pieniądze za publikację, wziął opinię od kogoś, kto mu udzieli negatywną recenzję. Rzuciłem okiem na jedną z wcześniejszych monografii z serii „Autorytet Biznesu”. Wynika z niej, że „została zrecenzowana przez Radę Naukową Fundacji Biznesu i Nauki, a także przez następujących recenzentów (…)„, po czym następuje lista kilku nazwisk uczonych. Jak wynika z tekstu, nie należą oni do owej tajemniczej rady. Prawdopodobnie goszczą na kartach tej publikacji jako autorzy owych „opinii wydawniczych”. Jedynym znanym członkiem wspomnianej Rady (czy raczej, Przewodniczącą Komitetu Naukowego), jest Monika Stachowska, autorka tego ogłoszenia. Nie chełpi się ona, jak widać w dalszej jego części, żadnym tytułem naukowym. Internetowy research wskazał na byłą już chyba studentkę Uniwersytetu Gdańskiego, zaangażowaną ponad dziesięć lat temu w działający tam Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Nie mam jednak pewności, że jest to ta sama osoba. Zostali wymienieni również redaktorzy tej monografii (Artur Maik i Martyna Dębska), którzy sami publikują w niej po dwa teksty! Przy wszystkich tych wątpliwościach, trzeba stwierdzić brak transparentnego procesu recenzenckiego. A nie mówimy o czasopiśmie studenckim czy nawet doktoranckim, w którym młodzi uczeni publikują zdobywając pierwsze szlify, a o wydawnictwie, które bierze za publikowanie pieniądze:

Autor artykułu ponosi następującą partycypację w kosztach, które stanowią koszt wydania monografii Autorytet Biznesu IV:

Opłata za publikację jednego artykułu:
Studenci – 150 zł
Opłata za publikację artykułu we współautorstwie:
Studenci – 200 zł

Opłata za publikację jednego artykułu – doktorant/doktor/przedsiędsiębiorca:
Doktoranci/Doktorzy/Przedsiębiorcy – 200 zł
Opłata za publikację jednego artykułu we współautorstwie – doktoranci/doktor/przedsiębiorca:
Doktoranci/Doktorzy/Przedsiębiorcy – 250 zł

Kontakt z Komitetem Organizacyjnym wydawanej publikacji:

Przewodnicząca Komitetu Naukowego,
Monika Stachowska,
wydawnictwo@fundacjabiznesuinauki.pl

Ceny, jak ceny. Podobne były w innych, polskich drapieżnych wydawnictwach, o których pisałem wcześniej (np. tu). Bardziej zastanawia mnie szczere oddanie sprawie Autorytetów Biznesu IV, jakie wykazuje Przewodnicząca Komitetu Naukowego tego wydawnictwa. Ktoś na takim stanowisku ma czas, by na Facebooku osobiście spamować na różnych grupach? Wskazuje to na dość skromną skalę tego „biznesu”. Ktoś może powiedzieć: no dobrze, mały wydawca, musi się reklamować. Czy jednak abstrahując od wszystkich wątpliwości wyrażonych już w tym tekście, robią dobrą robotę jako wydawca? Przyjrzyjmy się więc kawałkowi ich publikacji, by zobaczyć, czy słusznie biorą pieniądze za publikowanie czegokolwiek.

Wspomniałem już, że trafiłem na pierwszą część Autorytetu Biznesu. Od razu zwróciłem uwagę na radosną nazwę pliku w otwartym dostępie: Autorytet-Biznesuuuu-1.pdf (link). W środku nie ma informacji o tym, by ktokolwiek z Wydawnictwa Biznesu i Nauki dokonał korekty nadesłanych artykułów. Ujrzałem ponadto niechlujny skład oraz typografię, od której aż wypadają oczy. Oto próbka:

 

Podsumowując. Całość sprawia bardzo niechlujne wrażenie. Pomijając uzasadnione wątpliwości odnośnie charakteru wydawnictwa, produkt który ze swojej strony oferują nie jest wart swojej ceny. To jest oczywiście moje subiektywne zdanie. Niech każdy osądzi sprawę wedle swojego rozeznania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *