Naukowy SPAM

Czy coś lepszego może spotkać młodego naukowca z Europy środkowej, niż przebicie się z publikacją w prestiżowym, anglojęzycznym periodyku? Sytuacja, w której zachodni Journal sam się do niego zgłasza z prośbą o artykuł, wydaje się niewyobrażalna. A jednak, ostatnio mnie to spotkało. Niestety, propozycja jest farsą.

Naukowy Spam

Kilka dni temu dostałem mail od Journal of Literature and Art Studies:

Bardzo poważny mail.
Bardzo poważny mail.

„Szanowny Panie Romanie Żuchowicz

Wyrazy uszanowania od Journal of Literature and Art Studies (ISSN: 2159-5836)

Zapoznaliśmy się z twoim abstraktem zatytułowanym Yezidis’ Inscriptions z International Conference on Endangered Languages, 20-24 października, 2016, Gruzja.

Chcielibyśmy zaproponować Ci zgłoszenie nieopublikowanego artykułu w języku angielskim (…)”

Fantastycznie! Wprawdzie konferencja, na której występowałem, nazywała się 20 Years of Iran and Caucasus: A Breakthrough i odbyła się nie w Gruzji, a w Armenii, ale co tam! Tytuł abstraktu się zgadza, daty z grubsza też (konferencja odbywała się 21-23 października), kto by się przejmował drobnostkami? Kogoś zainteresowały moje badania!

journalofliterature

Czytać, co napisano małym drukiem.

Po zaproszeniu do publikacji, poinformowano mnie o tym, z jakich dziedzin publikacje interesują Journal. Uspokojono mnie przy tym, że są to ramy ogólne i jeśli podeślę coś z innego obszaru nauki, również mogę liczyć na publikację. Dalej periodyk chwali się swoimi osiągnięciami i bazami, w których jest indeksowany. Powinienem być zachwycony i od razu podesłać tekst, zamiast doczytać zamieszczone na końcu, informacje dla autorów:

malymdrukiem

Ostatni punkt mówi jasno- autor musi zapłacić za publikację w Journal of Literature and Art Studies. Niby nic dziwnego. Nauka się komercjalizuje. Prestiżowe wydawnictwa liczą sobie słono za publikacje. Niemniej, wiadomość od JLAS nie różni się niczym od maili reklamujących zabiegi przedłużenia członka. To zwykły spam. Wydawnictwo znalazło mój mail przerzucając opublikowane w sieci abstrakty (lub zrobił to za nich jakiś program komputerowy) i wysłało propozycje licząc, że skuszę się na opłacenie sobie możliwości znalezienia się na jego łamach. Wskazuje na to zarówno fakt bezpośredniego zwrócenia się do mnie z propozycją, jak i podkreślenie, że teksty nie do końca wpasowujące się w profil JLAS również mogą zostać opublikowane. Jest kilka powodów, dla których tego typu periodyki działają i mają się dobrze.

Ugrantowienie nauki

W ostatnich dniach odrzucono mój wniosek o Preludium (grant NCNu). Głównym zarzutem, był mój skromny dorobek naukowy. Wszystkie moje dotychczasowe publikacje mają charakter popularnonaukowy. Jest to oczywiście pewne zaniedbanie z mojej strony, jak i wynik pewnej konieczności życiowej (dorabiając w ten sposób, mogę się jakoś utrzymać na powierzchni). Nie mniej, ocenianie dorobku badacza świeżo po studiach magisterskich jest dość kuriozalne. Stąd pojawia się pokusa nabijania tego typu „lewych” publikacji. Płacisz np. 200$ i nagle z badacza ściubiącego na lokalnym poletku, stajesz się poważnym naukowcem, publikującym zagranicą. To przecież dobra inwestycja – płaci się 1000 zł radykalnie zwiększając szansę na otrzymanie kilkudziesięciu tysięcy złotych na badania.  Jest to też pokusa dla poważniejszych badaczy, posiadających już znaczny dorobek. Umowy grantowe często zawierają klauzulę wymuszającą szybką publikację wyników badań w periodyku o międzynarodowym zasięgu. Przy tym kompletnie ignorują one istniejące cykle wydawnicze. Stąd przymus publikowania byle szybciej, byle gdzie. Oczywiście dalsze pobudki można mnożyć.Tak wygląda to z polskiej perspektywy. Jest to jednak część ogólnoświatowego trendu.

Chiński pazur
Chiński pazur

Chiński pazur

W krajach rozwijających się, takich jak Chiny czy Indie, uznano, że publikacje naukowe mogą być dobrym sposobem na biznes. Drukowanie jest tanie w stosunku do kilkuset dolarów za przyjęcie tekstu od autora. Co dopiero w sytuacji, w której pismo istnieje wyłącznie on-line. Wspomniany chiński pazur widać też w przypadku JLAS. Jest on wydawany wspólnie z The Center of Chinese Literary Anthropology at SJTU. Nie jest to czasopismo z mojej branży, więc trudno mi ocenić, czy to od początku chińska inicjatywa, czy dalekowschodni biznesmeni podczepili się pod istniejące dłużej, mniej lub bardziej prestiżowe wydawnictwo amerykańskie. Kiedyś pewien polski archeolog opowiedział mi, że dostaje średnio dziesięć maili tego typu tygodniowo. Większość z Chin. Zapracował sobie na ten spam jeżdżąc na różne konferencje międzynarodowe i zamieszczając swój adres mailowy w publikacjach. Na osłodę mogę uznać, że pierwszy naukowy spam to też swego rodzaju docenienie mojej osoby.

impactfactor
JLAS był punktowany na liście ministerialnej… (za: Impactfactor.pl)

Na koniec, smutna informacja. Journal of Literature and Art Studies znajdował się na ministerialnej liście B czasopism punktowanych. Na szczęście, spamerski periodyk zniknął z aktualnej listy, a przynajmniej przerzucając ją na szybko, nie zdołałem go tam znaleźć.

One thought on “Naukowy SPAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *