Biznes publikacyjny w Polsce

Jednym z powodów, dla których nie otrzymałem sławetnego grantu Preludium, była niska ocena mojego dotychczasowego dorobku naukowego. Zbliża się kolejna edycja konkursu NCN, a nowych publikacji jak nie miałem, tak nie mam. Nie dziwne, że internetowy diabeł zaczął mnie kusić, żebym za kilkaset złotych zwiększył swoje szanse na otrzymanie grantu…

mlodzinaukowcy
Pokusa z Facebooka

Młodzi naukowcy

Jak widać, Mlodzinaukowcy.com zapraszają mnie na konferencję poprzez sponsorowaną reklamę na facebooku. Bardzo im zależy, skoro zamiast rozsyłać informacje o wydarzeniu na stronach i grupach dla doktorantów, inwestują w reklamę. Ciekawe, prawda? Zwłaszcza, że organizatorem nie jest żadna placówka naukowa, a wydawnictwo. A niech tam! Zerknijmy na reklamowaną stronę.

mlodzinaukowcy3
Mydło i powidło

Konferencja odbywa się w dużych miastach akademickich – z wyłączeniem Warszawy i Krakowa. Diabeł kusi dalej: „Wygłosisz referat lub zaprezentujesz poster, opublikujesz jego streszczenie (ISBN). Opublikujesz również dwa artykuły w monografiach (5 pkt, ISBN)”. No dobrze, ale czy muszę wpisać się w jakąkolwiek tematykę? Jak widać na załączonym obrazku, przyjmowane jest wszystko jak leci, od nauk przyrodniczych, przez inżynieryjne i techniczne, aż po nauki humanistyczne i społeczne. Mydło i powidło. Jaki jest więc sens organizowania tego rodzaju konferencji? Ano dotarcie do „młodych naukowców” i pozwolenie im na natrzepanie publikacji. Żadna zła siła nie daje jednak podpisać cyrografu za darmo.

mlodzinaukowcy4Trzy publikacje, cena jedynie 330 zł (brutto)! O przepraszam, cena dotyczy „kosztów konferencyjnych”. Nie obejmują one noclegu. W tej cenie uczestnik dostanie aż/jedynie lunch, kawę i materiały konferencyjne. Autor nie otrzyma nawet egzemplarza z własną publikacją na papierze- trzeba za to dopłacić 46 zł brutto. Czy uczestnicy będą karmieni kawiorem, a materiały konferencyjne będą wydrukowane na papierze czerpanym? Tak naprawdę jest to wykręt od przyznania, że płaci się za samą publikację, dla której konferencja jest jedynie pozorem. Choć w dalszej części ogłoszenia znika również gra pozorów – dodatkowy plakat czy referat można mieć już za jedyne 170 zł brutto! Mamy tu do czynienia z polskim wariantem naukowego spamu, o którym pisałem tutaj. Na zachodzie wydawnictwa tego rodzaju określane są predatory journals…

Kolekcja Młodzi Naukowcy ISBN 4567654345676543$%^&^$#

Autorzy zaznaczają, że warunkiem publikacji jest pozytywna recenzja. Długo nie mogłem znaleźć informacji o tym, kto jest recenzentem w rzeczonym wydawnictwie. W końcu trafiłem na punkt w regulaminie, który precyzuje że: „Warunkiem opublikowania prac w „Monografiach” jest spełnienie „Wymogów redakcyjnych” oraz przesłanie pozytywnej recenzji podpisanej przez pracownika naukowego jak również oświadczenia autora – uczestnika”. A więc obowiązek zdobycia pozytywnej recenzji spada na samego twórcę artykułu! Nie jest nawet zaznaczone, że ów „pracownik naukowy” powinien być specjalistą w danej dziedzinie. Później – świadomie czy nie – dziesiątki polskich uczonych figurują jako „recenzenci” danej kolekcji (sic!) monografii. Bo Młodzi Naukowcy nie dbają o przypisanie recenzentów do konkretnych tomów. Wydawca zamieszcza na końcu listę pt. „Recenzenci rozdziałów w monografiach z kolekcji ISBN 978-83-65362-13-1” (sic!). Jest to spis kilkudziesięciu (jeśli nie więcej!) nazwisk, wraz z tytułami naukowymi, ale bez afiliacji. Z tego względu, aby dojść do tego, kto recenzował artykuły zamieszczone np. w tomie Badania i Rozwój Młodych Naukowców w Polsce – Architektura w przestrzeni, red. J. Leśny, J. Nyćkowiak, Poznań 2016; trzeba wykonać pracę podobną do szukania igły w stogu siana. Ten dziwny zabieg jest może nieprzypadkowy. Inaczej łatwo byłoby zweryfikować, czy np. autorami większości recenzji nie są np. promotorzy autorów artykułów. 

Mało które pismo może się poszczycić taką liczbą recenzentów!
Mało który periodyk/publikacja może się poszczycić taką liczbą recenzentów!

Wprawdzie zarobki w grantach NCNu są śmiesznie niskie, jednak już jedno miesięczne wynagrodzenie (ok. 1000 zł), pozwoli wyjść młodemu badaczowi na plus. Dodajmy zwiększenie szansy doktoranta na otrzymanie stypendium (u mnie na Wydziale jest to 1000 zł) i skłaniam się do uznania, że to w zasadzie rozsądna propozycja biznesowa. Koszta owych śmieciowych publikacji mogą szybko się zwrócić 😉 Oczywiście nigdy się na coś takiego nie skuszę.

Na koniec, jeden uroczy kwiatek. Organizatorzy najwyraźniej sami poczuli się dziwnie z tą komercyjną otoczką i usiłują udowodnić, że rzeczywiście przygotowują konferencję naukową:

mlodzinaukowcy5

PS. Żeby nie było wątpliwości – mam szczerą nadzieję, że ludzie rzeczywiście coś wygłaszają na konferencjach organizowanych przez Młodych Naukowców. Wierzę też, że przynajmniej część z publikacji zamieszczonych w obszernych monografiach wyżej wymienionego wydawnictwa, coś sobą reprezentuje. Nie zmienia to jednak smutnej istoty rzeczy. Jest to patologia, którą stworzyła obsesja punktowanych publikacji naukowych, jako głównego kryterium wartości młodego naukowca. Przy niedofinansowaniu wydawnictw, nieregularności ukazywania się periodyków naukowych, tego typu firmy self-publishingowe nie prędko znikną. Wręcz przeciwnie, będzie ich coraz więcej. Dodam na koniec, że trochę inaczej wygląda sytuacja z publikowaniem monografii naukowej, ale o tym może innym razem.

Mały update. Żeby nie było, że uwziąłem się na Młodych Naukowców, zaprezentuję jeszcze jedno wydawnictwo zajmujące się naukowym self-publishingiem, którego ofertę podesłał mi jakiś czas temu znajomy. W ArcheGraph koszty są niższe, nie towarzyszą im jakieś konferencje o mydle i powidle, a publikacje wylądują przynajmniej w monografiach jako tako spójnych tematycznie. Oczywiście reklama kusi nas punktami (4 pkt MSiSW). Jak to ocenić, niech każdy osądzi zgodnie z własnym sumieniem.

archegraph

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *