Q&A: Odpowiadając Lechitce

Udzieliłem ostatnio wywiadu dla portalu Jagielloński 24 (link). Po jego publikacji, spotkałem się oczywiście z krytyką. Oto moja odpowiedź.

Q&A – nowa rubryka na blogu?

Pomyślałem, że mógłbym robić regularnie „Q&A”. Jeśli ktoś ma jakieś pytania dotyczące historii (albo innych spraw poruszanych na blogu), może mi je zadać za pośrednictwem facebookowej strony mojego bloga (link). Będę udzielał odpowiedzi w wolnym czasie i w zakresie, w jakim czuję się kompetentnym. Raczej będę stronił od udzielania odpowiedzi na pytania padające po raz któryś. Na pewno nie będę po raz kolejny pisał, dlaczego genetyka nie nadaje się do opisu sytuacji etnicznej w starożytności. Koniec zajawki, pora przejść do konkretów.

***

W sprawie wywiadu dla Jagielloński24

Zostałem wyśledzony przez jedną ze zwolenniczek Wielkiej Lechii na Facebooku. Napisała do mnie z pytaniem, czy jestem człowiekiem, który udzielił wspomnianego wywiadu. Ponieważ nie zaczęła od obelg, tylko przedstawiła swój punkt widzenia, postanowiłem jej odpowiedzieć. Wysłała mi bardzo długą listę uwag i wątpliwości. Oto one, wraz z moimi odpowiedziami:

chodzi o to, ze artykul wydaje mi sie dosc nierzetelny i nienaukowy….a przynajmniej nie sluzacy nauce czy zglebianiu prawdy…przeczytalam go na pewnej stronie o Slowianach i przygotowalam dosc obszerny komentarz na temat artykulu. Ostatnio bardzo sie tym zagadnieniem interesuje, a niestety, jako ze jestem w Australii nie mam mozliwosci zglebiac pism na ten temat. Mimo wszystko jednak w internecie mozna znaelzc rzetelne publikacje oraz ksiazki. Cenie sobie  tez rozmowy z naukowcami, profesjonalistami 🙂  Niestety, artykul nie spodobal mi sie, gdyz jego stronniczosc i ataki przyslonily istote rzeczy. Jesli ma Pan czas, moze Pan przeczytac jakie mam na ten temat zdanie:

Słowo komentarza – to nie był artykuł naukowy. To nawet nie był tekst popularnonaukowy, tylko wywiad, w którym siłą rzeczy muszę udzielać odpowiedzi na konkretne pytania, zadane przez dziennikarza. Dotyczyły one w większości genezy zjawiska jakim jest coś, co w sieci (ale też w mediach. Nawet tygodnik Najwyższy Czas!, który pozytywnie ustosunkowanych do tego fenomenu, tak go nazywa) umownie określa się jako „turbosłowiaństwo”. Co do rzetelności, to cóż, taką ma Pani opinię, rozumiem że z dalszej części dowiem się o konkretnych zarzutach.

Wydaje sie, ze autorzy artykulu uciekaja sie do sztuczek opisanych w ksiazce Shopenhauera o chwytach erystycznych: uogolnienie kwestii turboetnicznosci, oczywiscie z gory zalozenie o niemoznosci istnienia Imperium Lechitow, pokazywanie dosc ulomnych analogii, odwolywanie sie do powodow takiego zjawiska i do tego kiedy takie zjawiska istnialy i dlaczego, a na koncu obsmianie tych, co sa otwarci na koncepcje istnienia Wielkiej Lechii – czyli odwrocenie kierunku argumentu. Totalny brak rzetelnych i prawdziwych argumentow obalajacych takie zalozenie.

Nie pamiętam, jak to wyszło w tym wywiadzie konkretnie, ale podkreśliłem że skupiam się na Bieszku i obserwowalnych w sieci zwolennikach jego teorii, czyniąc też pewne uwagi na temat teorii pokrewnych. Zaznaczyłem chyba dość wyraźnie zróżnicowanie tego „fandomu”, tak odnośnie mnogości teorii, motywacji ich powstawania (na pewno wspomniałem autora, który do Lechii odwołuje się przez chęć postarzenia rodzinnego miasta), jak i profilu ich odbiorców. Przy całej różnorodności zjawiska, sądzę że istnieją pewne cechy dystynktywne tego fenomenu, pozwalające go uogólnić. To, że nie odnajduje się Pani w opisie przeciętnego wyznawcy tej teorii pseudonaukowej, nie oznacza, że wspomniane w wywiadzie grupy nie są wśród zwolenników szeroko reprezentowane.

Nie zakładam z góry „niemożności istnienia Imperium Lechitów”. Wspomniała Pani o erystyce, a właśnie sama ją stosuje, podważając moje zawodowe kompetencje i sugerując, że wypowiadam się jako osoba, która sprawy nie zbadała tylko przyjmuje coś „z góry”. Jako historyk dysponuję znajomością źródeł i warsztatem pozwalającym mi sfalsyfikować teorię propagowaną przez Bieszka. Mamy ogromną liczbą świadectw źródłowych, które poświadczają, że na terenach dzisiejszej Polski takiego państwa jak Lechia w starożytności i we wczesnym średniowieczu nie było. Przeczą istnieniu Lechii WSZYSTKIE starożytne źródła greckie i rzymskie mówiące o naszej części świata, jak i materiał archeologiczny, wskazujący że żadnego jednolitego organizmu na terenie dzisiejszej Polski (nie mówiąc już o całej Europie Środkowej) w antyku nie było. Co więcej, brakuje nawet archeologicznych, źródłowych czy językowych świadectw obecności Słowian na tych terenach aż do przełomu V/VI wieku n.e. Także źródła średniowieczne nie wskazują na istnienie jednolitego, słowiańskiego Imperium na obszarach Europy środkowej przed X-wiekiem. W tej sytuacji nie da się obronić teorii istnienia Wielkiej Lechii.

Co do obśmiewania – trudno czasem zachować powagę. Mam jednak wrażenie, że od tej strony ten akurat wywiad jest bardzo stonowany. Osobiście, do zwolenników Wielkiej Lechii odnoszę się raczej ze współczuciem, jako do ofiar szarlatanerii. Taki sam stosunek mam do ludzi, którzy wierzą znachorom w rodzaju Zięby, czy antyszczepionkowcom. Odrobina poczucia humoru jest zresztą nieodzowna w walce z teoriami pseudonaukowymi i służy powstrzymywaniu szerzenia się tej „plagi”.

Części zarzutów nie rozumiem. Dlaczego np. nierzetelnością miałoby być poinformowanie o tym, jakie są przyczyny zjawiska i jego korzenie? Być może ujawnienie faktu, że za jakimiś teoriami nie stoi kompetentny naukowiec, a hochsztapler i okultysta można potraktować jako chwyt erystyczny. Nie mniej, jest to informacja, która się odbiorcom należy. W kwestiach naukowych jego głos nie powinien być traktowany jako równorzędny.

Nauka i jej ograniczenia

Znalazlam tez smieszne niescislosci, np:

„Jedną z pierwszych rzeczy, jakich uczy się student pierwszego roku historii na ćwiczeniach z historii starożytnej jest to, że pewnych faktów nie znamy i najpewniej nigdy nie poznamy.” – moje pytanie: to dlaczego w ogole istnieje archeologia? Po co i na co komu badania naukowe, jesli i tak nauka nigdy nie pozna pewnych faktow? Czy autor artykulu zaklada, ze nigdy nie bedzie mozna wynalezc jeszcze lepszych metod uzywanych w archeologii, jak np. metoda datowania wegla? Wydawalo mi sie, ze prawdziwy naukowiec ma otwarty umysl i kieruje nim dociekliwosc w poszukiwaniu prawdy. Chyba, ze nauka to taki tam tylko sposob na spedzanie wolnego czasu…

Cóż, niestety musi Pani się pogodzić z faktem, że praktycznie każda gałąź nauki ma pewne ograniczenia, których być może nigdy nie zdoła przekroczyć. Dotyczy to nawet nauk ścisłych. Dla nauk historycznych, tym ograniczeniem są dostępne źródła (lub ich kompletny brak), a także ich charakter. Załóżmy, że chciałaby Pani napisać biografię swojej praprababci. Jeśli była osobą należącą do ówczesnych elit, prowadziła skrupulatnie dziennik, pojawia się w zapiskach swoich znajomych, wspominano o niej w jakiś artykułach prasowych itp., to może Pani opowiedzieć o jej życiu szeroko, nawet z bardzo intymnymi szczegółami, znając daty dzienne wielu wydarzeń. Jeśli była prostą, niepiśmienną chłopką, będzie miała Pani do dyspozycji strzęp wspomnień przechowanych w rodzinie, w najlepszym razie akt chrztu, akt zgonu, ewentualnie jakieś jeszcze pojedyncze dokumenty. Z tego można ułożyć interesujący biogram, ale nie liczącą tysiąc stron biografię. Jak Pani widzi, w tej sytuacji ciężko założyć wypracowanie naukowej metody, która pozwoliłaby powiedzieć, co Pani prababcia robiła np. 23 września 1903 roku. Nie jest to jednak argumentem przeciwko historii jako nauce. Zbadanie życia Pani hipotetycznej praprababci, w dalszym ciągu mogłoby udzielić interesujących informacji na temat życia pewnej warstwy ludzi w jej czasach. Zbierając dalej dane o życiu innych ludzi z jej wioski, można by uzyskać całkiem niezłą rekonstrukcję wartości, zwyczajów i problemów z jakimi borykano się w tym czasie i miejscu.

***

To, że na jakąś pulę tematów nie jesteśmy w stanie udzielić satysfakcjonujących odpowiedzi, nie znaczy, że na inne nie potrafimy się wypowiedzieć kompetentnie. Przywołała Pani archeologię, ale to w kontekście wywiadu dość niefortunne. Kalibracja datacji materiału ze stanowisk archeologicznych nie ma akurat tak wielkiego przełożenia na kwestie etniczne w epoce brązu. Garnek, czy kawałek starożytnego domostwa, sam w sobie nic nam nie powie na temat tego, jakim językiem mówił jego wykonawca i za członka jakiej grupy etnicznej się uważał. Niestety, na terenie Europy Środkowej w tamtej epoce nie istniało pismo, a obszary te znajdowały się poza orbitą zainteresowania bliskowschodnich cywilizacji dysponujących tym wynalazkiem. Cywilizacja mykeńska, najbliższa geograficznie Europie Środkowej, posiadała wprawdzie pismo, ale wszystkie znane nam zabytki jej piśmiennictwa wskazują na raczej ubogie jego zastosowanie (etykiety na produktach, zapisy gospodarcze itp.). W tej sytuacji trudno zakładać, że pewnego dnia odkryty zostanie np. mykeński traktat o geografii Europy Środkowej, w którym będą wyszczególnione tamtejsze ludy oraz języki, jakimi się na tych obszarach posługiwano. Dociekliwością i otwartym umysłem pewnych rzeczy nie przeskoczymy.

Skąd wiemy, że nie wiemy?

W tym calym artykule zastanawia mnie jedno – w jaki sposob dokladnie mozna udowodnic, ze cos jest falsyfikatem, to na pewno wyjasniloby wiele laikom, na jakiej podstawie wiemy, ze ktos w sredniowieczu zmyslal i skad mial taka bujna wyobraznie i dlaczego kilka innych zmyslaczy akurat zmyslalo podobne historie?

Przygotowałem w książce dość obszerny rozdział na ten temat, ale że nie mogę na razie do niej Pani odesłać, postaram się to przedstawić możliwie zwięźle. Jak udowodnić, że coś jest falsyfikatem? Gdy otrzymuje Pani list od wdowy po Nelsonie Mandeli, napisany z błędami, w którym pojawia się sugestia, że po wpłaceniu 1000$ na załączony numer konta, będzie Pani mogła uzyskać część spadku, o który walczy nie mająca pieniędzy na prawnika wdowa, to nie ma Pani wątpliwości że to spam. Nie spodziewa się Pani otrzymać maila od członkini elity RPA, zakłada Pani intuicyjnie, że taka osoba powinna znacznie lepiej pisać po angielsku, a cała sprawa pachnie szwindlem i wyłudzeniem na kilometr. W średniowieczu funkcjonował podobny zapis, który budził ogromne kontrowersje. Tak zwana Donacja Konstantyna głosiła, że Konstantyn Wielki przekazał papiestwu władzę nad całym Zachodem. Przeciwnicy papiestwa intuicyjnie wyczuwali, że coś jest nie tak. Nie mieli jednak metody, która pozwoliłaby im podważyć jej autentyczność. Dlatego stosowali różne wybiegi prawnicze, np. uznając że sam akt donacji nie miał mocy prawnej itp. Dopiero u schyłku średniowiecza, Mikołaj z Kuzy zdołał porządnie zachwiać przekonaniem o autentyczność donacji, a ostatecznie obalił je neapolitański humanista, Lorenzo Valla. Rozbił on punkt po punkcie treść Donacji, wykazując że jej język i terminologia nie są właściwe dla łaciny czasów Konstantyna. Wyłapywał też anachronizmy, takie jak korona jakoby noszona przez Konstantyna, czy też nieistniejące w Imperium instytucje (satrapowie). Powyższe działanie to do dzisiaj podstawa. W przypadku znalezisk papirusów/kodeksów/dokumentów, decydują także okoliczności odkrycia, analiza materiału i tuszu, kształtu liter itp. itd. Pisałem o tym trochę w kontekście tzw. Ewangelii Żony Jezusa (np. tu). Przedstawiam temat bardzo skrótowo, gdyż wiele zależy od charakteru zabytku i domniemanej epoki, z której miałby pochodzić. Proces ustalania autentyczności może się trochę różnić. Dodam na koniec, że źródło może być autentyczne (pochodzić z epoki), ale nie być wiarygodne. Dowolny numer Faktu czy Super Expressu, wygrzebany za 200 lat w dalszym ciągu będzie oryginalnym źródłem z początku XXI wieku. Nie oznacza to, że przyszli historycy będą z góry dawać wiarę różnym plotkom i zmyśleniom zawartym na kartach tabloidów.

***

Na jakiej podstawie wiemy, że ktoś w średniowieczu „zmyślał” to pytanie nieco wartościujące. Współcześnie historycy mówią raczej o tradycjach wynajdowanych. Powodów ich powstawania było dużo, pomijając oczywiste (względy polityczne itp.), podstawowe z nich to:

  • Szacunek do dziedzictwa antyku
  • Szacunek do tradycji biblijnej
  • Szacunek do autorytetu
  • Niedoskonałe metody badawcze
  • Charakter gatunkowy twórczości historycznej

Po upadku cesarstwa, powstawały nowe państwa. Jeśli miały szczęście egzystować odpowiednio długo, z czasem doczekiwały się własnych tradycji historycznych. Tworzący je historycy- niekiedy osoby z zewnątrz lub piszące w długi czas po wydarzeniach, o których mówili- rzadko wspierali się na rodzimych tradycjach ustnych. Punktem wyjścia, była dla nich spuścizna klasyczna. Pobudki dla wpisywania się w tę tradycję były rozmaite. Czasem, po prostu chęć uwznioślenia przeszłości własnego ludu. Czasem popularność jakiegoś wątku. Przykładowo, Aleksander Wielki w średniowieczu był bardziej postacią popkultury, niż dawnym władcą z krwi i przeszłości. Stąd każdy oczywiście musiał się z nim mierzyć. Aleksander nigdy nie podbił Armenii, ale można znaleźć w średniowiecznych źródłach informacje, że to zrobił! Ba, zakładał tam miasta! Czasem -> por. punkty 4 i 5. Podobnie z tradycją biblijną. Jeśli wierzono, że przekaz Biblii jest bezbłędny i wszyscy ludzie pochodzą od potomków Noego, to wystarczyło dopisać od którego z jego synów pochodził protoplasta Franków czy Polaków.

Punkt 3 stanowi niejako pokłosie szacunku dla tradycji klasycznej i biblijnej. Autor z przeszłości był autorytetem, którego się komentuje, a nie odrzuca czy podważa. Stąd historycy średniowieczni niezwykle rzadko odrzucają zapisane wcześniej tradycje o najdawniejszej przeszłości jako niewiarygodne. Dlatego, raz wynaleziona tradycja miała tendencję do utrwalania się, a nawet rozbudowywania aż do epoki renesansu. Autorzy co najwyżej majstrowali przy nich, dostosowując szczegóły do własnych koncepcji. Nie dysponowali jednak narzędziami do ich naukowego odrzucenia.

I tu przechodzimy do punktu czwartego. Już niektórzy starożytni historycy, tacy jak Tukidydes, potrafili w pewnym zakresie przeprowadzać krytykę źródeł, sprawdzać fakty posługując się oficjalnymi dokumentami itp. Niestety, dawni historycy robili to rzadko. Poza tym, stosowali różne metody, które są nienaukowe z współczesnego punktu widzenia np. opierali się na tzw. etymologii „ludowej”. W ich czasach było to jak najbardziej naukowe podejście i trudno mieć do średniowiecznych uczonych pretensje, że tak działali. Nie istniało wówczas językoznawstwo porównawcze i niewiele wiedziano o historycznych przekształceniach języka. Mieszkam w Warszawie. Gdybym był średniowiecznym kronikarzem, mógłbym powiedzieć, że miasto założył Menelik, syn królowej Saby i króla Salomona. Dlaczego? Bo uznałbym że „Warszawa” to przekształcone „Bar Saba” czyli „Syn Saby”. I mógłbym napisać całą historię o tym, że Polacy wywodzą się od Żydów i Etiopów (czysto szkoleniowo, spreparowałem taką pseudonaukową teorię). Tyle, że przy obecnej wiedzy językoznawczej, trudno takiego rodzaju etymologie utrzymać. Nie mówiąc już o dalece idących wnioskach na nich budowanych. Podkreślę raz jeszcze: Trudno mieć pretensję do naszych przodków, że nie dysponowali taką wiedzą, jak my. Współczesny absolwent szkoły podstawowej teoretycznie wie więcej o biologii, fizyce itp. niż Arystoteles. Nijak to jednak nie wpływa na naszą ocenę Arystotelesa jako wielkiego uczonego swoich czasów.

Wreszcie, dla nas historia jest nauką, posługującą się w badaniach określonymi metodami. Jej status w dawnych wiekach był nieco bardziej skomplikowany. Starożytni i średniowieczni historycy byli w znacznej mierze literatami. Musieli spełniać pewne cechy gatunkowe, pisać odpowiednio podniosłym stylem, a ich teksty roją się od toposów i formuł wyniesionych ze szkół retorycznych. Oprócz wiedzy o przeszłości, historia miała też znaczenie dydaktyczne czy moralizujące. Była poniekąd gałęzią literatury pięknej. Szczególnie pisanie o najdawniejszych dziejach dawało autorom większą swobodę, niż w wypadku opisu wydarzeń im współczesnych. W tym aspekcie bliżsi byli więc twórcom powieści historycznych, niż współczesnym historykom.

Widzimy, że w ten sam sposób funkcjonowali historycy frankijscy, anglosascy, niemieccy, polscy, czescy, gruzińscy itd. Mieli te same, wadliwe metody, ich teksty służyły podobnym celom. Dlatego racjonalna historiografia od epoki renesansu zaczęła stopniowo odrzucać tego rodzaju tradycje jako niewiarygodne. Jak wspomniałem w wywiadzie, nie dotyczy to tylko Polski. Jeśli chcielibyśmy przyjąć, że pojawiająca się bardzo późno historia o Lechitach i ich imperium jest prawdziwa, to poza innymi wątpliwościami, należałoby wytłumaczyć, dlaczego miałaby być wiarygodniejszą niż inne średniowieczne tradycje, w których przeszłość Słowiańszczyzny rysowana była w zupełnie odmienny sposób.

***

Lechici, Słowianie i Indie

„Tamtejsze teorie mówiły o tym, że Chorwaci wywodzą się z Indii.” – chwileczke, co w tym dziwnego? Przeciez mamy nawet teorie naukowa o wedrowce ludow i o tym, ze Europejczycy wywodza sie wlasnie z Indii, stad jezyki indioeuropejskie?

To akurat nieprawda. Języki „indoeuropejskie” to pojęcie-zbitka powstałe w momencie, w którym (na przełomie XVIII/XIX wieku) zachodni uczeni uświadomili sobie, że podobieństwa sanskrytu i różnych języków zachodnich nie są wynikiem przypadku/zapożyczeń, ale pokrewieństwa. Rzeczywiście, w samych początkach językoznawstwa porównawczego próbowano z sanskrytu robić język-matkę, jednak szybko uświadomiono sobie ułomność tego pomysłu i zaczęto próby odtwarzania języka praindoeuropejskiego. Co do dokładnej lokacji matecznika indoeuropejczyków są różne teorie, natomiast wskazuje się generalnie obszary tzw. Wielkiego Stepu. Za matecznik Indo-Irańskich plemion zwykle podaje się zaś obszary kultury Sintaszta, położone za Uralem. To hipoteza, ale dość prawdopodobna. „Wędrówka ludów” to akurat pojęcie stosowane na określenie epoki przemieszczeń różnych ludów barbarzyńskich, zapoczątkowanej ekspansją Hunów pod koniec IV wieku, który to okres zamyka pojawienie się Słowian w wieku VI. Migracje odbywały się ze wschodu i północy na południe i zachód, ale ich punktem wyjścia zdecydowanie nie były Indie. Zakładając migracje jakiś grup z Indii na Bałkany, należałoby to podeprzeć mocniej niż „ludową etymologią”, czy innymi mało wiarygodnymi metodami, jakie stosują zwolennicy tych teorii.

„Na wieki przed Kolumbem wysyłali statki dopływające aż do Meksyku.” – to rowniez nie jest tak glupie jak sie wydaje, przeciez niedawno ze zdziwieniem odkryto, ze Wikingowie juz docierali do Ameryki Polnocnej…

Obecność Wikingów w Ameryce nie jest, mam wrażenie, takim znowu świeżym odkryciem. Sugerowano to już w XIX wieku na podstawie analiz nordyckich sag, a potwierdzono ostatecznie w latach 60’ XX wieku, dzięki znaleziskom w L’Anse aux Meadows (Kanada). Sam fakt, iż teoretycznie możliwe było dopłynięcie z Europy do Ameryki przy wykorzystaniu technologii znanych w epoce żelaza nie oznacza, że to robiono. Znamy dobrze horyzonty geograficzne starożytnych i nic nie wskazuje, by wiedzieli o istnieniu obu Ameryk. Nie ma też żadnych znalezisk archeologicznych, które potwierdzałyby istnienie takich kontaktów.

„(…)Chorwatów, powiem, że fantazje o indo-aryjskich korzeniach narodu rodziły się także w Serbii.” – jakie znowu fantazje? Przeciez teza lansowana wspolczesnie o pochodzeniu jezykow europejskich (procz oczywiscie jezykow takich jak wegierski, finski czy baskijski) opiera sie wlasnie na wedrowce ludow z Indii do Europy?

To już wyjaśniłem wyżej. Co najwyżej można mówić o wspólnym dziedzictwie indoeuropejskim, bo faktycznie Rzymianie, Hindusi, Polacy, Chorwaci, Niemcy itp. itd. wywodzą się językowo z jakiejś kultury/kultur mówiących na pewnym etapie jednym językiem. Nie oznacza to jednak, że Słowianie wyemigrowali z Indii, ani że mają jakiś szczególny związek z Ariami – ludem, któremu przypisano w XIX wieku jakieś szczególne cechy rasowe i duchowe. Można jedynie stwierdzić, że w procesie etnogenezy Słowian miały znaczenie wpływy ludów irańskich zamieszkujących Wielki Step. Być może cześć z nich (Antowie) się w pewnym momencie zeslawinizowała.

„Współcześni Macedończycy są Słowianami, co nie przeszkadza im na potęgę odwoływać się do Macedonii Aleksandra Wielkiego.” – Po pierwsze, nie sa tylko Slowianami, po prostu przejeli jezyk Slowian przed X wiekiem. To tak jakby twierdzic, ze wspolczesni Meksykanie sa Hiszpanami, bo mowia po hiszpansku i wiele z nich ma przodkow z Hiszpani! A co z Majami i z Aztekami? Poza tym co jest dziwnego w odwolywaniu sie do Macedonii Aleksandra Wielkiego, jesli Aleksander Macedonski podbil wlasnie wspolczesne ziemie macedonskie? Wystarczy popatrzyc na mapy z IV wieku p.n.e. i porownac z dzisiejsza Macedonia.

Na pewno wśród ludzi żyjących współcześnie w Macedonii są tacy, którzy mają biologicznych przodków żyjących na tych obszarach już 2500 lat temu. Jednak sam ten fakt nie czyni ich przodków Słowianami. Jeśli zostanie Pani w Australii, nie uczyni to Pani nieżyjącej praprababci Australijką. Nie ma świadectwa jakiegokolwiek trwania świadomości tożsamości i kultury macedońskiej przez wieki na tych terenach. Do początku XX wieku żyło na terenach obecnej Republiki Macedonii trochę Greków, ale zostali oni wysiedleni w trakcie wymian ludnościowych po wojnach bałkańskich.

W Meksyku silne są tradycje indiańskie i miliony ludzi posługuje się tam tradycyjnymi językami. Mimo wielkiej katastrofy, jaką była hiszpańska kolonizacja, istnieje tam częściowa ciągłość kulturowa. Pewne twory państwowe/ludy natomiast po prostu nie przetrwały. Nie ma współcześnie Jadźwingów, Etruskow, Traków czy Ilirów. Pewne grupy znikają bezpotomnie. Nawet Rzymianie – w odróżnieniu od Greków – jako etnos nie przetrwali, choć ich język przeżył o stulecia ich Imperium. Współczesne Włochy mają jednak dobre powody by uchodzić za spadkobierców Rzymian. Język włoski, jak pozostałe języki romańskie, wyewoluował z łaciny. Kultura średniowiecznych Włoch stanowiła kontynuację rzymskiej z pewnym wkładem germańskim. W dobie upadku Imperium, została zachowana też pewna ciągłość instytucjonalna (np. Papiestwo). Czegoś podobnego nie da się zaobserwować w Macedonii. Już w starożytności Macedończycy ulegli hellenizacji.

Zresztą, proszę zwrócić uwagę na konkluzje wywiadu. Moim osobistym zdaniem, powinniśmy z szacunkiem i zainteresowaniem odnosić się do ludów zamieszkujących ziemie polskie w starożytności. Słowianie, czy nie, byli tu przed nami. Nie jesteśmy spadkobiercami państw Gotów czy Wandalów, ale powinniśmy jako społeczeństwo bardziej się nimi interesować. Nie oznacza to, że mamy wbrew faktom naukowym robić z nich Słowian, jak czyni Bieszk, czy jak robią mieszkańcy FYROM z antycznymi Macedończykami.

Gdyby sobie ten historyk poczytal o historii Macedonii to wiedzialby, ze osiedlili sie tam Slowianie przed X wiekiem…Dla ludow mieszkajacych wowczas w Macedonii Slowianie byli ludnoscia naplywowa, a wspolczesni Macedonczycy maja geny nie tylko slowianskie (przez naplyw Slowian), ale takze zapewne te „hellenistyczne”. Jak widzimy, pamiec przodkow przetrwala i do dzis Macedonczycy nie czuja sie tylko Slowianami (choc ich geny tez maja). Nic dziwnego, ze Macedonczycy odwoluja sie do Starozytnej Macedonii, z ktorej wywodzil sie Aleksander Wielki, wodz, ktory przyniosl temu regionowi krotkotrwala potege, wlaczajac kawalek dzisiejszej Macedonii w swoje imperium.

Nie istnieją jakieś geny specyficznie „słowiańskie”, ale rozumiejąc Pani uproszczenie, nie mogę się z nim zgodzić. Także żadna „pamięć przodków” nie przetrwała, przynajmniej nie w taki sposób, w jaki Pani to rozumie. U schyłku antyku na tym obszarze mamy do czynienia ze zlatynizowaną bądź zhellenizowaną, prowincjonalną ludnością rzymską. Nie było zaś Macedończyków. Tożsamość etniczna w Imperium Romanum była w ogóle skomplikowana. Ktoś mógł być rzymskim obywatelem, będąc przy okazji grekiem i obywatelem tej czy innej polis. Najlepszym przykładem jest święty Paweł. Miał obywatelstwo rzymskie, był też obywatelem miasta Tars, a przy tym Żydem, dla którego głównym językiem była greka, a religią chrześcijaństwo. Niezły galimatias.

Współczesna Macedonia to bardzo specyficzny przykład, naród stworzony niejako sztucznie. Przez stulecia, władze Ottomańskie postrzegały miejscowych Słowian jako Bułgarów. I pod względem kulturowym i językowym, miejscowa ludność mało różniła się od Bułgarów jeszcze na początku XX wieku. Postulat istnienia „macedońskiej” tożsamości sięga XIX wieku. Promowano go, by zapobiec powstaniu tzw. Wielkiej Bułgarii. Ostatecznie, to geopolityka i lata komunistycznej urawniłowki odpowiadają za wyodrębnienie się narodu Macedońskiego i stworzenie sztucznej tożsamości, opartej na pseudonauce.

„W środowisku jezydzkiej diaspory w Armenii powstała koncepcja mówiąca, że jezydyzm jest najstarszą religią świata, a oni sami przed dziesiątkami stuleci przywędrowali na tereny Mezopotamii z Indii, w związku z czym są narodem odrębnym od Kurdów.” – jezyk kurmandzi rowniez jest indoeuropejski, a zdanie implikuje, ze Kurdowie nie zawedrowali z Indii?

Nie mamy źródeł, które by wskazywały na migrację jezydów z Indii. Przyjmijmy na chwilę hipotetycznie, że matecznik indoeuropejczyków rzeczywiście znajdował się w Indiach. Tyle, że to nijak nie dowodzi tego, że jezydzi jako grupa już wtedy istnieli i jako jednolity twór przetrwali przez stulecia. To, co wiemy o wykrystalizowaniu się jezydów jako odrębnej grupy, wskazuje na ich powstanie w XII wieku na styku ludności kurdyjskiej i arabskiej, może też asyryjskiej, którą połączyła wspólnota religijna.

Przyklad Macedonii w kontekscie udowodnienia braku istnienia Wielkiej Lechii jest juz zupelnie chybiony.

Przykład Macedonii pojawia się w wywiadzie nie jako dowód na nieistnienie Lechii, a jako dowód, że podobne teorie pseudonaukowe kwitną nie tylko w Polsce i że nie jesteśmy pod tym względem wyjątkowi.

Lechicka genetyka

Przypuszczam, ze jest to nawet dosc mroczna analogia…To tak jakby twierdzic: Wspolczesni Polacy sa Germanami, co nie przeszkadza im odwolywac sie do Wielkiej Lechii…Dlaczego Germanami? Bo kiedys znalezlismy jakies resztki na naszych zachodnich ziemiach na pewno germanskie, bo kiedys nas jacys Germanie zaczeli najezdzac, a jezyk kaszubski ma wiele niemieckich slow.

Pani analogia byłaby dokładna, gdyby Pani napisała: Polacy są Germanami i spadkobiercami III Rzeszy. Hitler nas kiedyś podbił, a w ogóle większość Polaków do zeslawinizowani Germanie, więc możemy się do ich tradycji odwoływać, a w ogóle to Hitler był Polakiem. Tak wygląda przełożenie macedońskiej pseudonauki oraz Pani o niej wyobrażeń na sytuację w Polsce.

Jesli moje DNA jest w 50% germanskie, a w 50% lechickie to na czym wolisz sie skoncentrowac, znajac nasze historie? Odpowiedz sobie sam. Macedonczycy mieli juz dosc wojen na Balkanach ze swoimi bracmi Slowianami…

Dlatego właśnie genetyka nie nadaje się do opisu sytuacji etnicznej w dawnych wiekach. Przed wojną ogromna większość mieszkańców niemieckiego Śląska czy Pomorza była potomkami zgermanizowanych Słowian. Wielu z nich, może nawet większość, nie miała nawet świadomości swoich słowiańskich korzeni. Podobnie większość Polaków na kresach stanowiła ludność spolonizowana itp. itd. To tylko umacnia moje odrzucenie teorii o słowiańskości tej, czy innej haplogrupy. Tożsamość etniczna jest w znacznej mierze produktem kulturowym i historycznym. Jeśli twoje DNA jest 50:50 (rozumiem: jeden rodzic z Niemiec, drugi z Polski) to kwestia Pani tożsamości zależeć będzie od wielu czynników: wychowania, miejsca urodzenia, języka jakim mówi się w domu itp. Hipotetycznie może Pani stać się Polką lub Niemką. Możesz Pani mieć także podwójną tożsamość etniczną, potrójną (jeśli zostanie Pani w Australii) czy nawet poczwórną (hipotetycznie, jeśli wyjdzie Pani za mąż za Hindusa/Greka/Chińczyka, może Pani zacząć identyfikować się również z etnosem męża). Jak widać, tożsamość etniczna może podlegać zmianom w ciągu życia. Hipotetycznie, gdyby doszło do kolejnej wojny Niemiec z Polską, mogłaby Pani przestać uznawać się za Polkę czy Niemkę. Nie jest to w żaden sposób zdeterminowane genetycznie.

Ostatniego zdania nie rozumiem.

Jesli spojrzymy na Indian w Ameryce Polnocnej, czesto tez sa wymieszani. A co powoduje, ze czuja sie Indianami? To, ze czuja duchowe powinnowactwo ze sposobem i stylem zycia Indian, a nie Europejczykow i mimo wszystko, w ich zylach plynie indianskia krew, chcoiazby w 25%.

Obawiam się, że to znacznie bardziej skomplikowane. Mam przyjaciela który zajmuje się naukowo Aztekami (czy raczej, Indianami Nahuatl) i z rozmów z nim wiem, że kwestie tożsamości etniczne w tym rejonie są szalenie skomplikowane. Pragnę również zaznaczyć, że mimo wszystko w Meksyku miejscu zachowała się częściowo ciągłość kulturowa i etniczna. Zmianie uległa religia, upowszechnił się język hiszpański, ale lokalna kultura nie została całkowicie wymazana.

„Autochtoniści zakładali, że Słowianie żyli na ziemiach dzisiejszej Polski już w epoce brązu, a niekiedy sięgali do jeszcze wcześniejszych kultur archeologicznych.” – To kim byli przedstawiciele kultury pucharow lejkowatych,siegajacych czasow neolitu, ktorych kosci badaja teraz archeologowie na granicy z Ukraina? Jak udowodnic, ze nie byli oni Slowianami?

Po prostu nie wiemy, kim byli. To jedyna uczciwa odpowiedź, którą można udzielić w oparciu o dostępny nam materiał. Żeby sugerować, że byli Słowianami, trzeba mieć argumenty, a tych w świetle obecnego stanu wiedzy, brakuje. Także nasza wiedza o etnogenezie Słowian wskazuje, że taka tożsamość etniczna wówczas jeszcze nie istniała. Znów powtórzę moje pytanie z wywiadu: gdzie byli Amerykanie w X wieku n.e.?

Autor przeczy samemu sobie. Najpierw pisze o jakims problemie: „Z haplogrup DNA miałoby wynikać, że Polacy są tu od zawsze. Z tym wynikiem jest jednak problem,” Pozniej o tym, ze zawsze jest jakas mieszanka ludow, by zakonczyc: „Geny okazują się mimo tego uparte i niewrażliwe na przemiany polityczne i kulturowe. Tłumaczy się to następująco: mimo najazdów ogół ludności osiadłej się zasadniczo nie zmienia.” – wiec jaki tu jest problem?

Taki, że geny nic nam nie mówią o tożsamości etnicznej danej populacji. Podałem bodajże konkretny przykład, powołując się na bardziej czytelne badania z Libanu. Jeśli Pani czegoś nie rozumie w tej kwestii, mogę doprecyzować, ale nie rozumiem z czym w zasadzie ma Pani problem.

„Być może Słowianie na tereny dzisiejszej Polski nie tyle masowo przybyli, ile jako stosunkowo mało liczni przybysze zarazili swoją kulturą i językiem pozostałości po plemionach germańskich, które żyły na tych terenach w okresie rzymskim. „ Po pierwsze, chcialabym zobaczyc jakies dowody naukowe swiadczace o tym, ze Germanie sa starsi od Slowian 

To źle postawione pytanie. Ludy określane jako germańskie, posługujące się różnymi językami germańskimi są obecne w materiale źródłowym od co najmniej II wieku p.n.e. Słowian da się identyfikować w źródłach od VI wieku n.e; może wieku V (bardziej dyskusyjne). Wynika to stąd, że obszary zajmowane przez plemiona germańskie znajdowały się w orbicie zainteresowania Rzymu. Tereny zamieszkane przez przodków Słowian, były znane znacznie gorzej. Użyję prostego porównania. Mamy stare zdjęcie klasowe. Nasz dziadek był nieobecny w chwili jego wykonania albo nie zmieścił się w kadrze. Czy wobec tego uprzemy się i wybierzemy dowolnego chłopca ze zdjęcia i powiemy, że to nasz dziadek? A coś takiego robią zwolennicy Wielkiej Lechii. Powiedziałem w wywiadzie, że to jest nierozstrzygnięty problem badawczy – czy Prasłowianie byli już wyodrębnieni ok. roku 500 p.n.e. czy ich język ukształtował się później, jako hybryda w „kotle” bałto-germańsko-irańskim w jakiś czas przed ich pojawieniem się w źródłach. W tej sytuacji, istnieje kilka mniej lub bardziej równorzędnych wyjaśnień tego fenomenu.

Próbuje się również wskazywać różnych przodków Słowian w materiale źródłowym (np. niektóre grupy Wenedów), ale to przypuszczenia, które trudno nazwać niepodważalnymi. Bezsprzecznie któreś z ludów znanych nam ze źródeł stanowiły zalążek Słowiańszczyzny. Które, to już hipotezy, lepsze lub gorsze. Dodam, że np. Franków i Wandalów też obserwujemy w źródłach dopiero od pewnego momentu. Nie było Franków czy Wandalów w epoce brązu, grupy te wyłoniły się w pewnym momencie, w wyniku połączenia różnych plemion.

Po drugie, dlaczego tak uparcie nakazuje sie nam wiare w to, ze Slowianie byli…koczownikami? Jakies dowody na koczownicze zycie Slowian? Po trzecie, to juz kolejny raz kiedy z tekstu wyziera wyzszosc Germanow nad Slowianami,w tym wypadku w uzyciu slow, ze kogos czyms zarazilismy i ze oczywiscie, jestesmy grupa koczownicza, bo Germanie u siebie byli od zawsze. Czyz wlasnie sam fakt, ze Slowianie zyja obecnie w tak wielu panstwach nie daje do myslenia, iz skads i jakos ten jezyk praslowianski sie uksztaltowal i rozprzestrzenil, ze posluguje sie nim tak wiele wspolczesnych panstw?

Nie przypominam sobie bym GDZIEKOLWIEK określił Prasłowian jako koczowników. Nie rozumiem też, czemu Pani zdaniem koczownictwo miałoby być w jakikolwiek sposób uwłaczające, to inny model życia i tyle. Uczeni w XIX wieku odnosili się do ludów koczowniczych z pogardą, ale współcześni naukowcy nie dzielą ich uprzedzeń. Nie pamiętam, czy użyłem słowa „zarazili”, ale to jest właśnie fantastyczne! Model prostszy, lepiej dostosowany do warunków zaistniałych przez zmiany klimatyczne, umożliwiający sporą mobilność, łatwo adaptujący się do lokalnych warunków i szybko chłonący obce wynalazki – to jest fascynujące i świadczy to o niezwykłych zdolnościach naszych przodków, nawet jeżeli przy pierwszym spojrzeniu, wydaje się mało efektowne. O atrakcyjności tego modelu świadczy właśnie to, że tak szeroko się przyjął. W danym momencie historycznym, był po prostu lepszy, bardziej wydajny.

Fakt, że język prasłowiański się skądś i jakoś rozprzestrzenił, wskazywałby akurat na pogranicze białorusko-ukraińskie (choć są, zwłaszcza wśród językoznawców, zdania odrębne), jako jego matecznik. Pewne fakty, np. zaskakująca jednolitość tego języka i analogiczne procesy zachodzące w nim przez kilka wieków od rozdzielenia, wskazują na jego późne ukształtowanie. Ale znowu, to obszar dość kontrowersyjny, a jako historyk mogę opierać się tylko na konsultacjach, które odbyłem z ekspertami w tej materii.

Z wedrowka ludow jest tak, ze najpierw zakladalo sie pochodzenie ludow europejskich z Indii. W obliczu wynikow badan genetycznych obecnie przyjmuje sie rownie prawdopodobna teze, ze Europejczycy wywodza sie z obszaru Scytii/Sarmatow w obecnej Ukrainie i stamtad wywedrowali nie tyle do Europy, ale takze do Indii. Prosze sobie poczytac i zapoznac sie z mapa haplogrupa DNA r1a1. W obliczu badan genetycznych allochtoniczna teoria o pochodzeniu Slowian jest bledna.

Badania genetyczne nie podważają teorii allochtonicznej, a co najwyżej pewne jej radykalne wersje (tj. Słowianie zajmujący całkowicie opustoszałe tereny dzisiejszej Polski). Poza tym, jak zasugerowałem w wywiadzie, osobiście skłaniam się ku najświeższym interpretacjom, sugerującym coś, co roboczo nazywam allochtonizmem w wersji 2.0. To cały problem ze zwolennikami Wielkiej Lechii. Przegrywając całkowicie na polu historii i archeologii, uczepiają się genetyki jako magicznego wytrycha. Oglądałem na Youtubie filmik w którym jakiś miłośnik słowiańszczyzny, ściskając papierowego Światowida, czyta mój artykuł napisany dla Focusa. Nie był w stanie w jakikolwiek sposób merytorycznie odnieść się do moich argumentów. W pewnym momencie teatralnie rzucił magazynem, bo oburzyło go, że etniczna interpretacja wyników paleogenetycznych zostaje przeze mnie (albo mojego rozmówcę) odrzucona. „Jacy bezimienni mieszkańcy Europy środkowej”- krzyczy. „Przecież to Słowianie bo mają haplogrupę R1a1!” – szło to jakoś w ten deseń. Tyle, że ów turbosłowianin odrzuca cały wywód naukowy, opierając się na przesłance, którą dopiero powinien udowodnić: że rzeczywiście ta, czy inna haplogrupa jest powiązana z językiem i tożsamością etniczną. Dlaczego nie da się tego udowodnić, ba, dlaczego takie podejście jest całkowicie błędne, tłumaczyłem już trzykrotnie (w tekstach dla Newsweeka, Focusa i w wywiadzie dla Jagielloński24). Nie czuję, bym musiał w tej kwestii cokolwiek dodawać.

Jeszcze jedno: kiedy plonely takie biblioteki jak Biblioteka Aleksandryjska, kiedy tluklo sie Pogan (i prosze sobie poczytac o bratobojstwie Piastow i ich rzezniach) i wprowadzalo jedyna sluszna wiare i punkt widzenia, nic dziwnego, ze dowodow nie ma wiele. Co nie upowaznia do twierdzen, ze czegos na pewno nie bylo i ze nigdy sie tego nie dowiemy.

Pani wiedza o chrystianizacji Imperium Romanum bierze się prawdopodobnie z klisz popkulturowych. Taką kliszą jest np. śmierć Hypatii, która akurat zginęła z powodów tyleż religijnych, co w wyniku politycznej rywalizacji o wpływy w Aleksandrii (por. biografia Hypatii pióra Dzielskiej itp.). Biblioteka Aleksandryjska uległa zniszczeniu w czasie wojny aleksandryjskiej Cezara. Została odtworzona, a później ulegała mniejszym lub większym zniszczeniom przynajmniej kilka razy. Jej losy trudno odtworzyć. Pod koniec IV wieku zniszczono Serapeion w Aleksandrii, ale nie wiemy, czy w tej świątyni funkcjonowała wówczas biblioteka. W ogóle, palenie książek ma marginalne znaczenie dla stanu zachowania naszej bazy źródłowej. Wśród pogan było w różnych momentach trochę ofiar, ale chrystianizacja Imperium Romanum była zasadniczo procesem powolnym i dobrowolnym, rozłożonym na kilka generacji. Co nie przeszkadzało poganom w niektórych miejscach doczekać nawet podboju arabskiego. O charakterze procesu chrystianizacji Polski wiemy mało, co uczciwie zaznaczam w wywiadzie. Podobnie jak… fakt nieistnienia pisma na obszarze dzisiejszej Polski tuż przed chrystianizacją. Nie można spalić ksiąg, które nie istniały.

Gall Anonim dysponował lokalnymi informatorami z elity i spośród biskupów, co samemu oznajmia we wstępie. Przedstawia więc stan pamięci o przeszłości Polski, znany najlepiej wykształconym ludziom swoich czasów. Nie wiedział nic o „lechitach”, Krakach i Wandach. Skoro on nie miał o tym pojęcia, trudno uwierzyć, że nagle Kadłubek i inni zyskali jakimś cudownym sposobem lepszą wiedzę w tym temacie. Fakt, że Gall jest obcym, daje w tym wypadku dodatkowy argument przeciwko tradycji znanej z Kadłubka. Jako przybysz, Gall Anonim po prostu musiał zapoznać się z tradycją lokalną, żeby w ogóle swoje dzieło napisać. Najwyraźniej w czasach Bolesława Krzywoustego, Polacy nie wiedzieli, że są „lechitami”.

Szkoda, ze na UJ zamyka sie katedre badan nad tekstami w sanskrycie i w jezyku arabskim, ktore moze rzuciloby jakies swiatlo na nasza historie starozytna, jesli mamy tak mala ilosc publikacji historykow, bo nie ma na to kasy, jesli umysly naszych uczonych sa oczadzone smieszna teoria allochtoniczna niezgodna z nowymi badaniami, jesli nie wie sie co to jest transdyscyplinarnosc w naukach humanistycznych i nie tylko (wspolpraca roznych dziedzin: etnologii, historii, jezykoznawstwa, genetyki itd.).

Spotkałem się gdzieś z teorią spiskową, dotyczącą zamknięcia Pracowni Źródeł Orientalnych i Numizmatyki IFO UJ. Na ile próbowałem to sprawdzić, wygląda to na działanie o charakterze administracyjnym. Zgrupowani w niej uczeni dalej badają teksty arabskie pod kątem wyłuskiwania źródeł dla najdawniejszych dziejów słowiańszczyzny, tylko są inaczej zorganizowani w ramach jednostki. Nikt ich nie zwolnił z pracy.

Historycy, czy archeolodzy wbrew pozorom piszą dużo, ale pseudouczeni, których Pani czytuje, tych publikacji po prostu nie znają. Tworzą obraz poglądów panujących w nauce w oparciu o swoje mętne wyobrażenia i uprzedzenia. Bieszk powołuje się na bodajże na 5 artykułów/monografii naukowych powstałych w XXI wieku (w tym prace bardzo kontrowersyjne, wręcz nienaukowe, jak książka Makucha)! To tak, jakbym chciał zostać komentatorem piłkarskim w sytuacji, w której nie śledziłbym od dwudziestu lat żadnych rozgrywek, transferów, zmian regulaminów FIFA itp. Świetny pomysł na kabaret, ale nie na transmisję telewizyjną meczu w poważnej stacji. Dlatego Pani argument, że „umysły naszych uczonych są oczadzone śmieszną teorią allochtoniczną niezgodną z nowymi badaniami” jest po pierwsze szkalujący, po drugie nie prawdziwy. Teoria allochtoniczna pozostaje w mocy, bo żadne nowe ustalenia nie zdołały jej podważyć. Nie zrobiły tego, wbrew chciejstwu turbosłowian, badania paleogenetyczne.

Kończyłem MISH. Z tej przyczyny uprzejmie proszę, aby mnie nie pouczać, co to jest inter/transdyscyplinarność. Niestety, pseudouczeni nie są interdyscyplinarni. Nie wystarczy wypisać losowych faktów z podręcznika do historii, chemii i językoznawstwa, by mienić się uczonym interdyscyplinarnym. Trzeba jeszcze prowadzić badania działając w zgodzie z metodami wypracowanymi w obrębie danych dziedzin. Rzadko jeden człowiek jest w stanie być równie wyspecjalizowanym w dwóch różnych dziedzinach wiedzy, nie mówiąc o większej ich liczbie. Dlatego przy interdyscyplinarnych badaniach uczeni zwykle pracują zespołowo. Przykładowo, takie badania prowadzi się w poszukiwaniu Qajrat as Saqaliba – „słowiańskiej” wioski w Maroko. W projekcie działają archeolodzy, orientaliści, etnolodzy i historycy.

Artykul wydaje sie rozpaczliwym utrzymaniem statusu quo wspolczesnych historykow, ktorzy odwalaja swoja robote. Odwolania do teorii spiskowych i do szczepionek jest nie tyle nierzetelne naukowo, co po prostu zalosne w tym kontekscie.

Rzuca Pani ciężkie oskarżenie, że ja osobiście oraz inni uczeni „odwalamy swoją robotę”. Tymczasem, w odróżnieniu od Pani, na potrzebę napisania książki o fenomenie Wielkiej Lechii zajrzałem do kilkadziesiąt książek i pochłonąłem trudną do zliczenia ilość artykułów naukowych, nie licząc wiedzy, którą zdołałem uzyskać w ciągu wielu lat studiów. Odbywałem też konsultacje z archeologami, socjologami, językoznawcami, genetykami, orientalistami i historykami wyspecjalizowanymi w innych dziedzinach niż ja. Przy okazji wywiadu, przemycam wiedzę o najświeższych koncepcjach łączących allochtonizm z autochtonizmem, którą to teorię wielu starszej daty profesorów by najpewniej skrytykowało. Trudno to nazwać odwaleniem roboty i obroną status quo.

„Odwołanie do teorii spiskowych i szczepionek” nie jest ani nierzetelne, ani żałosne. To po prostu prawda. Teorie turbosłowiańskie mają u podstawy teorie spiskowe, zakładające spisek ze strony Kościoła/Niemców/kogoś, kogo autor akurat nie lubi, próbujący ukryć „prawdę” o Lechii. Czytałem już na swój temat wypowiedzi, że jako uczony jestem pieskiem na smyczy Watykanu, Berlina czy Sorosa. Nie każdy zwolennik Lechii musi pójść w pogardzie do świata nauki tak daleko, ale jest to postawa szeroko obserwowalna. Jeśli nie widzi Pani związku między turbosłowianizmem, a innymi pseudonaukowymi poglądami, to proszę wejść np. na stronę Biuletyn Racja Słowian czy Tajne Archiwum Watykańskie. Zobaczy Pani, że teorie spiskowe/pseudonaukowe dotyczące różnych dziedzin dobrze się czują w swoim towarzystwie. Jest szeroko obserwowane, że ludzie przyjmując jedną teorię pseudonaukową/spiskową, stają się bardziej podatni na inne. To nie jest żałosne czy nierzetelne o tym mówić, gdyż jest to zjawisko niebezpieczne z punktu widzenia społeczeństwa.

 

6 thoughts on “Q&A: Odpowiadając Lechitce

  1. Ale w tym wszystkim jest jedna rzecz na plus! Kobieta BARDZO dokładnie przeczytała wywiad, o ile to jakiś pozytyw 😉

  2. „Znamy dobrze horyzonty geograficzne starożytnych i nic nie wskazuje, by wiedzieli o istnieniu obu Ameryk. Nie ma też żadnych znalezisk archeologicznych, które potwierdzałyby istnienie takich kontaktów.” Olmecki głowy o negroidalnych rysach (2000 lat p.n.e.), ślady kokainy i tytoniu w egipskich mumiach, chociaż niektórzy twierdzą, że związki te powstały podczas mumifikacji. Reszty mi się nie chce czytać. Takie przepychanki pokazują tylko jak bardzo mogą mylić się jedni i drudzy.

    1. Ad. Słowiański Blog: Nie jestem specjalistą od Olmeków. Zakładając nawet, że z tzw. Czarnej Afryki (brak mi poprawnego określenia – chodzi o część niearabską) ludność w którymś momencie migrowała do Ameryki, to nijak nie dowodzi to znajomości tego kontynentu wśród Greków i Rzymian. Inaczej, należałoby wytłumaczyć, dlaczego wiedza o tych kontaktach do nas nie dotarła (a wiemy bardzo dużo o starożytnej geografii; zachowały się traktaty, itineraria, ba, nawet mapy). W czasach rzymskich znano wschodnią Afrykę, mniej więcej po Zanzibar, wiedziano o Chinach i prawdopodobnie Indochinach, ale nie np. o Japonii czy Australii (choć z niektórych ówczesnych spekulacji wynikało, że gdzieś na południowej półkuli powinien istnieć wielki lad). Tak jak napisałem, nie jest niemożliwe, że ktoś wówczas dopłynął do Ameryki. Nie mamy jednak żadnych dowodów na a) kontakt b) jego powtarzalność c) jego świadomość.

      W kwestii znalezisk archeologicznych, ważne jest też potencjalne zanieczyszczenie obiektów. Byłem na badaniach powierzchniowych w Armenii, zbierałem rzymską i późniejszą ceramikę i gdyby Pan zbadał te obiekty pod kątem śladów tytoniu, to na pewno by Pan je znalazł 😉

  3. Jestem pełna podziwu dla włożenia pracy w tak rzetelną odpowiedź na list.

    >Co nie przeszkadzało poganom w niektórych miejscach doczekać nawet podboju arabskiego.
    Gdzie, którzy? Bardzo interesujące, o jakich poganach z ziem Imperium Rzymskiego mam szukać informacji?

    1. Pani Sławomiro,
      Z literatury dostępnej w języku polskim, polecam szczególnie pozycję: Ostatnich poganie, autor Pierre Chuvin. W Warszawie jest ją łatwo zakupić w Taniej Książce, nie wiem, jak w reszcie kraju. W razie problemów z dostępnością, mogę dla Pani zeskanować niektóre rozdziały. Pomijając punktowe przetrwanie pogan w różnych miejscach, szczególnie interesująca jest kwestia neoplatońskiej szkoły w Harran, która jak się wydaje, trwała aż po XI wiek. O trwałości pewnych rodzimych wierzeń świadczą także, pewne istniejące aż po dziś dzień, grupy religijne, np. jezydzi. Są one (lub były), w mniejszym czy większym stopniu, przefiltrowane przez Islam, ale istnieją. Jeśli chciałaby Pani uzyskać więcej informacji, zapraszam do kontaktu przez profil facebookowy bloga. Tam odpisuję szybciej niż na stronie.

      Pozdrawiam,
      RŻ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *